wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 10, czyli nowi znajomi...

WRESZCIE SIĘ ZA TO ZABRAŁAM.
KTA ciąg dalszy. :3

***


  Wstałam wcześnie. Bardzo wcześnie. Odgarnęłam włosy do tyłu i skopałam koc z łózka. Usiadłam na parapecie, przewieszając nogi przez okno i zapaliłam papierosa. Chłodny wiatr rozwiewał moje rozczochrane włosy. Pachniało już latem. Słońce dopiero zabarwiało się na różowo, więc miałam dużo czasu. Jak zwykle od dwóch tygodni obudziłam się przed świtem, dręczona wizją zewnętrznego świata. Tym razem nie będę widziała go tylko zza szpitalnego okna. Poczuję ten świat całą sobą. Świat, którego nie widziałam od sześciu lat, stanie przede mną otworem, a ja nie mam zamiaru zmarnować takiej szansy.
  Zaciągnęłam się gryzącym dymem, a po moim nadgarstku przesunęła się metalowa bransoletka. Natay sam ją zrobił ze znalezionego łańcucha i kawałka blachy. Nie brzmi dobrze, ale wygląda jak odzwierciedlenie mojego charakteru. Ostre, połączone ze sobą kawałki, głęboko raniące skórę, kiedy nieodpowiednio się z nimi obejdzie.
  Wyrzuciłam peta na ulicę. Usłyszałam dobrze znany mi dźwięk, choć lekko stłumiony przez dzielący nas dystans. Wychyliłam głowę trochę bardziej na zewnątrz i zobaczyłam to, czego się spodziewałam. Jake. Niepozorny, milutki, nienaganny, niewinny i bezkonfliktowy Jake. Właśnie ten grzeczny chłopak, starszy ode mnie o cztery taka, posuwał jakąś panienkę z burdelu Koci na samym środku ulicy. Zaśmiałam się cicho i dopingowałam chłopaka jeszcze przez chwilę. Od tygodnia była to już rutyna. Jake szybko wpasował się w nasze szeregi, odkrywając w sobie zboczonego psychola i krwawego fetyszystę. Wiedziałam, że tak z nim będzie. Mam nosa do takich ludzi.
  Wycofałam się do środka, kiedy laska szczytowała. Jake nie będzie miał dość i pójdzie pewnie po następną. I następną. I następną. Byłam ciekawa ile dziewczyn podobnych do tej jęczącej już przeleciał, skoro zawsze było mu mało,
  Przeszłam do kuchni w samych majtkach i po cichu zrobiłam sobie śniadanie na zimno składające się z dwóch kanapek i wczorajszej herbaty. Ostatnio uzupełnialiśmy zapasy, więc wybór mieliśmy dość duży, mimo to zdecydowałam się udać do więziennego magazynu. Nałożyłam koszulkę, spodenki, wzięłam buty w rękę i wyszłam cichaczem z domu. Buty nałożyłam dopiero na ulicy, kiedy byłam pewna, że nie obudzę Natay'a. Zapaliłam kolejnego papierosa i z nim między zębami ruszyłam do magazynu. Włamanie się do najmniej strzeżonego miejsca w Nr.1 nie było tak łatwe na jakie wyglądało. Przynajmniej dla nowicjuszy. Walnęłam dwa razy pięścią tuż nad zamkiem, kucnęłam z kawałkiem druta w dłoni, pogrzebałam nim chwilę w dziurce od klucza i po chwili kopnęłam w drzwi. Magazyn stał przede mną otworem. Przeszłam między półkami i wybrałam trzy najładniejsze jabłka jakie znalazłam. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, spoglądając w niebo. Już niedługo znów ujrzę horyzont, jednak na razie zapowiadał się ciężki dzień. Roztarłam niedopałek o chodnik, wgryzłam się w jabłko i spacerkiem wróciłam do mieszkania.

  -Szybciej! Nie ociągać się! - wrzasnęłam do biegających ludzi, spoglądając na nich pobieżnie ze swojego wygodnego miejsca.
  -Nie czuję już nóg - jęknął jakiś chłopak.
  -Zaraz poczujesz moją, jak przestaniesz biegać! - zawołałam, przeglądając papiery.
  -Może zejdziesz tu do nas i poćwicz z nami, co? - zawołał Jake. Mówiłam, że pasuje do nas jak ulał. Chłopak szybko się nauczył, że każdego można do siebie przyciągnąć. Wystarczy jedno złe słowo, a koleś stał przed tobą.
  Spojrzałam na walające się przede mną papiery. Wszystko było już ustalone. Za dwa dni mieliśmy wyruszać, więc czemu nie pobawić się ten ostatni raz? Zeskoczyłam z dachu piętrowego domu lądując bezpiecznie na ziemi. Strzeliłam stawami palców z szerokim uśmiechem.
  -Czas na zabawę, panienki! - wrzasnęłam, puszczając się pędem między bloki. Skręcałam to w prawo, to w lewo, wspinałam się, chowałam, ale moich ludzi wszędzie było pełno. W końcu udało mi się ich zgubić, jednak mój tryumf nie trwał długo. Naokoło mnie zrobiło się jakoś dziwnie szarzej i zimniej. Spojrzałam na literki na murze, które z tej odległości były ledwo widoczne. -No i masz. Cholera jasna by to wzięła - westchnęłam, widząc nadchodzący gang prosto z Północnego Skrzydła. Obskurna mieścinka. Żadnej zabawy, sami szarzy i monotonii ludzie. Rzygałabym.
  -Proszę, proszę... Kogo my tu mamy? - zarechotał jakiś pryszczaty głąb. - Zgubiłaś się laleczko? Chodź, zaopiekujemy się tobą...
  -Jesteście tu nowi, co? - zagadnęłam, czując jak moje ręce żyjące własnym życiem, unoszą się ku górze.
  -Szefie, szefie - szepnął chłopak wyglądający na rok lub dwa starszego ode mnie. - Ona nie jest wcale tym za kogo ją uważasz.. Spójrz na jej oczy..
  Z gracją przeładowałam Berettę i starszy chłopak już nie żył. Tylko kilku wyciągnęło spluwy, reszta przeszła na tyły. Splunęłam na ziemię.
  -Więc jesteście nowi.. Nie macie jeszcze doświadczenia - mruknęłam wyciągając drugi pistolet.
  -Taka smarkula nie będzie mi mówiła, że nie mam doświadczenia. Pracuję w tej branży już 30 lat - warknął nosowym głosem facet, któremu ze złości poczerwieniały policzki. Rozbawiona spojrzałam na jego obwisły brzuch trzęsący się przy każdym ruchu i ryknęłam śmiechem. Umilkłam, poważniejąc nagle i wycelowałam. Pociągnęłam za spust, a zamachowiec padł jak długi między ludźmi. Kula minęła głowę grubego o kilka milimetrów. Miał dużo szczęścia.
  -Lepiej uważaj, bo jak widać nie wszyscy cię lubią - powiedziałam beznamiętnie. - Wcześniej chodziło mi o to, że nie wiece jak tu żyć, nie znacie zasad. - schowałam pistolet, krzyżując ręce na piersiach. - Oczekiwałam od was raczej podziękowań, a nie czegoś takiego - skrzywiłam się, widząc wciąż powiększającą się plamę na spodniach brzuchatego szefa. Jak oni dostali się do Nr.1? - Hej, ty - wskazałam lufą najwyższego mężczyznę.
  -Tak? - spytał grzecznie, kierując na mnie obojętny wzrok. Już go lubiłam.
  -Twój szef jest psychopatą czy coś? - spytałam szczerze ciekawa. Koleś pokręcił głową. Oh, czyli ani morderca, ani gwałciciel, ani psychopata. - To jak on się tu dostał? - zwiesiłam bezradnie ramiona, czując się jak nadzwyczajna gwiazda tego miejsca, gdzie otaczają mnie sami debile. Czy wszyscy ludzie z Północnego Skrzydła to idioci i niedorobione maminsynki?
  -Wrzucili nas tu zaraz po tym jak nie udała się akcja - wysoki skrzywił się. Przeczuwałam niezłą historię, ale zauważyłam, że nikt nie chce nic więcej powiedzieć. Trudno. I tak się w końcu dowiem o co chodzi.
  -Dacie się zaprosić do naszej bazy? Potraktujcie to jako przeprosiny za przestraszenie szefa - schowałam drugą spluwę i przekrzywiłam głowę w oczekiwaniu na odpowiedź. Mężczyzna obejrzał się na swoich kompanów, którzy pokiwali głowami. Zdecydowali się wykluczyć ze swojej grupy byłego już szefa, którego pozostawili samego sobie. Stawiam wszystko co mam, że nie dożyje jutra. Zwartą grupą ruszyliśmy do Zachodniego Skrzydła w milczeniu. Po kilku minutach zza rogu wybiegł Drow.
  -Chodźcie! Tu jest! - wrzasnął i po chwili cały skład gangu stał naprzeciwko nas. Patrzyli to na ludzi mnie otaczających, to na moją twarz.
  -Kto to? - spytał Natay. Nikt się nie ruszył, choć widziałam, że chcą zakończyć naszą grę w 'berka' trochę inaczej niż zwykle.
  -Nie wiem - wzruszyłam ramionami. Odwróciłam się do ludzi, którzy ze mną przyszli. Spojrzałam na każdego z nich, każdego z osobna twarz już pamiętałam. Wystarczyło odegrać swoją rolę i już będę miała ich w garści.  Rozłożyłam szeroko ramiona i uśmiechnęłam się przyjaźnie. - Witam w Zachodnim Skrzydle.
  Przez chwilę było całkowicie cicho, jednak między gangami nie zawrzało. Wręcz przeciwnie, co bardzo mnie zdziwiło. Ludzie witali się przyjaźnie, przedstawiali swoich kolegów i wymieniali się spostrzeżeniami na temat Nr.1. Poprowadziłam obie żywo rozmawiające ze sobą grupy do naszej bazy. Tam piliśmy, gadaliśmy, graliśmy w karty i wygłupialiśmy się jak jeszcze nigdy.
  -Tak w ogóle to jak się nazywasz? - spytałam mężczyznę siedzącego obok, który popijał jakiś tani alkohol, jedyny jaki tu dostarczano. Nikt nie wiedział skąd jest sprowadzany ani jak się nazywa, ale procenty to procenty. Ważne, żeby dawały kopa.
  -Sil - mruknął. Popatrzyłam na niego chwilę dłużej, po czym wzruszyłam ramionami. Poważny jest. Pewnie psychol jakiś czy co.
  -No więc, Sil...Opowiesz mi więcej o tej nieudanej akcji, o której wspominałeś? - spytałam patrząc na rozgrywający się przede mną pokaz umięśnienia ciał męskich.
  -Klasycznie. Jakiś świeżak za bardzo podjarał się swoją pierwszą akcją i opowiedział o niej kumplom. Za bardzo się rozniosło. My o niczym nie wiedzieliśmy, a na miejscu spotkania był cały lokalny oddział policji - skończył mówić i znów upił łyk gorzkiego czegoś. Zaśmiałam się głośno. Z dużego, starego radia leciały tylko stare, dobre zespoły. AC/DC, Slipknot, System of  a Down, Limp Bizkit, Hollywood Undead.. Żyć, nie umierać. Nr.1 to raj na ziemi. - A wy? Za co tu trafiliście? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Sila. Wzruszyłam ramionami.
   -Każdy za co innego. Wystarczy trochę popytać, a znajdziesz tu różnych pojebów. Od pedofili, przez seryjnych morderców, po chorych psychicznie gwałcicieli - odparłam lekko. Trzymając papierosa w zębach, pstryknęłam zapalniczką, jednak ta nie zadziałała. Zaklęłam siarczyście. Sil zawołał jakiegoś kolegę, który wręczył mu zapałki. - Dzięki - powiedziałam po chwili, zaciągając się dymem.
  -Nie wpadliście razem? - zdziwił się Sil. Pokręciłam głową, wypuszczając z płuc potężną dawkę dymu.
  -Jesteśmy zlepkiem najgorszych kryminalistów z całego świata. Mamy speca od trucizn. Chin, pokaż się! - wrzasnęłam. Mały skośnooki Azjata poderwał się do góry. Kiedy przekierowałam wzrok gdzie indziej, usiadł z powrotem. - Mamy Afrykańczyka, który myśli, że jest ninją i każe do siebie mówić Ichi. Mamy cichych i głośnych zabójców. Mamy psycholi i zupełnie normalnych. Mamy skomplikowanych i całkowicie prostych umysłowo ludzi. Mamy głupich i mądrych. Sadyści, masochiści, narkomani, alkoholicy, pedofile, gwałciciele.. Póki nie ma z nikim większych problemów, to przyjmiemy każdego - wyjaśniłam. Sil tylko kiwał głową, zerkając co chwilę za siebie. Mania prześladowcza? Schizofrenia? Boi się, że jego kumple zaczną rozrabiać? A może boi się, że zostanie zgwałcony przez któregoś naszych?
  A ty? Za co tu trafiłaś? - zainteresował się. Cały czas był spięty jak dziewica przed pierwszym razem. Kurde, stary, spokojnie. My nie gryziemy. My tylko zabijamy.
  -Morderstwo - ucięłam temat, zmieniając ton głosu. Zaciągnęłam się dymem. Natay tu patrzył. Cały czas. Czułam to. Czułam jego wzrok z pomiędzy plątaniny ciał. Gorący, intensywny, pełen pożądania. Odwróciłam się do niego tyłem, opierając łokcie o bar. - Ile masz lat? - wypaliłam nagle. Sil zerknął na mnie rozbawiony.
  -Na ile wyglądam?
  Przewróciłam oczami.
  -Nie jesteśmy w tanim barze, a ty nie jesteś kobietą, żeby się tak bawić - westchnęłam. Sil nie odpowiedział tylko zajął się swoją szklanką. Z tego co widziałam wcześniej idąc za nim, miał bardzo szerokie barki i silnie umięśnione ramiona. Jasnobrązowe włosy sterczały mu na wszystkie strony bez używania żelu. Chociaż... Skąd miałby tutaj wziąć żel do włosów? Na policzkach i brodzie zauważyłam kilkudniowy zarost. I teraz najważniejsza kwestia. Oczy. Intensywnie srebrne i błyszczące jak ostrze noża. Głównie to w nich dopatrzyłam się informacji o wieku i stanie psychicznym Sila. Spojrzałam z powrotem na szklankę, szacując informacje. - Dwadzieścia osiem do trzydziestu jeden - wyszeptałam do siebie.
  -Dokładnie to dwadzieścia osiem i pół, ale i tak byłaś blisko - mruknął Sil. Uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz czas na mnie. Będzie mnie oceniał. Nikt nie wiedział ile naprawdę mam lat, nawet ludzie z mojego gangu ledwo się domyślali. Umownie miałam 18, ale tu każdy posiadał coś umownego.. Na przykład zdrowie psychiczne. Cierpliwie czekałam na wyrok, kiedy Sil przyglądał mi się tak jak przed chwilą ja jemu. Pociągnął łyk alkoholu i westchnął. - Osiemnaście - uśmiechnęłam się. - Właśnie to chcesz usłyszeć. Tu każdy pewnie mówi, że osiemnaście, bo na tyle wyglądasz. Wątpię, żebyś miała mniej niż dwadzieścia lat. Po prostu młodo wyglądasz - spojrzał na mnie. Próbowałam doszukać się w jego wzroku kpiny lub wyższości, ale niczego takiego nie znalazłam. Roześmiałam się głośno. Sil zerknął na mnie zdezorientowany. Otarłam łzę rozbawienia i wskazałam okno, przez które wpadało pomarańczowe już światło zachodu słońca.
  -Myślę, że będzie lepiej, jeśli sobie pójdziecie. Robi się późno, a Zachodnie Skrzydło to najgroźniejsza strefa na świecie - wydusiłam chichocząc. Sil dał znak kumplom, żeby się zbierali, a po kilku minutach żegnaliśmy się w drzwiach. Sil wychodził ostatni. Zapałam go za ramię. - Mam szesnaście lat - szepnęłam mu na ucho. Ten zesztywniał patrząc prosto w moje oczy. Uwierzył mi. Wiedziałam to. Puściłam go i pomachałam na pożegnanie. Na plecach nadal czułam palący wzrok Nataya. Tylko on potrafił mnie rozpalić samym spojrzeniem. Tej nocy praktycznie nie spaliśmy.


***


No. Obiecałam, że będę pisać w grudniu, to piszę. xD
Przepraszam, że dopiero teraz, ale wcześniej miałam zapierdziel w szkole związany z ocenami.
Teraz będę wstawiała rozdziały częściej.
Jako, że nie mogę się prawie ruszać, to na pewno będę więcej pisała.
Miłego życia, miśki.
Do następnego. ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz