Witam, witam i pozdrawiam. XD
Egzaminy skończone, to do pisania.
***
- Luza! Wstawaj. Teraz ty prowadzisz - powiedział Natay, trząchając mną na wszystkie możliwe strony. Przetarłam oczy, walnęłam chłopaka w brzuch i zasiadłam za kierownicą. Zażądałam czegoś do jedzenia i już po chwili szamałam jabłko, wysłuchując rozmów moich ludzi, kłócących się przez SB radio. Teraz toczyła się bitwa o najlepszy gatunek muzyczny. Jedni mówili, że dupstep, inni obstawiali rap, jeszcze inni techno i dance. Wytarłam rękę o spodnie i chwyciłam szczekaczkę.
- W dupach się wam poprzewracało! - zawołałam z pełnymi ustami. - Metal i rock, cioty!
Burza rozgorzała na nowo, jednak szybko się zakończyła. Jechaliśmy już dwa dni, ale nadal byliśmy zbyt daleko, żeby zacząć cokolwiek ustalać i planować. Pod wieczór zajechaliśmy do małego miasteczka, w którym najechaliśmy jakiś ubogi motel. Dostaliśmy nocleg i wyżywienie za półdarmo, więc nie opłacało nam się napadać na niego ani jechać dalej.
-Klucze do waszych pokoi. Trzy osoby na jeden. Nie przepychać się - powiedziałam, ciągnąc za sobą Can i Natay'a. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i zamknęłam je na klucz. Po upewnieniu się, że nikt nas nie podgląda ani nie podsłuchuje, usiadłam na środku pokoju. - Widziałam go - stwierdziłam, kiedy dwójka moich przyjaciół usiadła obok. - Widziałam jednego z Ludzi Stelli. Jechał za nami. Widział nas.
- Co z tego? Niemożliwe, żeby wiedział kim jesteś, skoro widział cię tylko chwilę - westchnął Natay. Cisnęłam ku niemu niemą błyskawicę.
- Ty tak serio? - spytałam, lekko poddenerwowana poziomem jego myślenia. - To są psy. Szkolono ich tylko po to, żeby umieli rozpoznać wroga jednym spojrzeniem. Raz chcieli mnie zabić, ale przejrzałam ich i się nie udało. Na pewno przyjadą spróbować znowu - warknęłam, przygryzając paznokieć. Myślałam bardzo intensywnie. - Na tą chwilę mamy dwie możliwości. Albo będziemy czekać aż nas znajdą, albo pojedziemy dalej, czekając aż nas znajdą.
W końcu zdecydowaliśmy się na czekanie podczas jazdy, jednak ruszać mieliśmy zamiar dopiero rano. Tymczasem ludzie spod ciemnej gwiazdy bawili się w najlepsze. Grali w karty, alkoholową rosyjską ruletkę i w wiele innych gier. Było dużo śmiechu, jednak ja wolałam siedzieć w motelowej kuchni, popijając zimne piwo z ogromnego kufla. Na przeciwko siedział właściciel z identycznym kuflem w ręku.
- Dlatego sądzę, że nie powinieneś ufać tej suce, Charlie. Jeśli zdradziła raz, to może zrobić to znowu. Nie ufaj jej, bo już na to nie zasługuje - powiedziałam twardo. Właściciel pokiwał delikatnie głową.
- Masz rację. Masz absolutną rację - wyszeptał. Właściwie to spodziewałam się czegoś innego. Do jego motelu wbija zgraja kilkudziesięciu osób, do tego uzbrojonych, a on wychodzi im naprzeciw i proponuje nocleg, siedzi sobie z szesnastoletnią dziewczyną, pije piwo i opowiada o swoim życiu. Nie no, tylko pogratulować. Chyba jest nienormalny. - Ale wiesz co, Lucy? Nie obchodzi mnie co zrobiła. Już nie. Ona już nie żyje - powiedział Charlie. Zerknęłam na niego. - Zabiłem ją. Strzeliłem w głowę. Chyba nie cierpiała za bardzo.. Jak myślisz?
- Chyba nie - wzruszyłam ramionami. Poczułam dreszcz niepokoju, a po chwili Charlie, właściciel motelu, wstał i wyjął z szafki nóż. - Czyli jednak świr.. - mruknęłam, upijając łyk piwa.
-Wszystkie jesteście takie same.. Wszystkie.. Każda z was.. Niewdzięcznice.. Kurwy.. Łżecie za każdym razem.. - szeptał, spokojnym wzrokiem wpatrując się w nóż. - Każda.. Każda z was powinna.. Wszystkie powinien spotkać ten sam koniec.. - wyszeptał. Pokiwałam głową, dokańczając piwo. Brak jakiejkolwiek wymaganej reakcji chyba trochę wkurzył właściciela, bo rzucił się na mnie z nożem. Przekierowałam cios w bok, uderzając dłonią w jego przedramię i złapałam gościa za nadgarstek. Wybiłam mu z dłoni nóż i pociągnęłam go do ziemi. Wykręciłam jego ramię do tyłu i usiadłam mu na plecach, odstawiając kufel na stół. - Puść mnie.. - wycharczał. Przycisnęłam jego głowę do podłogi i zamyśliłam się. A może tak jebnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Nie byłoby to takie głupie. Zawsze chciałam pojeździć na nartach. Może jak zabiję wszystko co mam zabić, to się tam wybiorę. Wzrokiem odszukałam najbliższy odłączony od prądu kabel i odcięłam go od urządzenia. Związałam Charlie'mu ręce, zakneblowałam go i chwytając mocno jego ramię, podniosłam go z ziemi i poprowadziłam do jego prywatnego salonu. Skrzyknęłam gang, żeby się naradzić. Ludzi siadali gdzie popadło. Zabawny widok. Miałam dość dobry humor, więc chwilę pogawędziłam z tymi, którzy siedzieli obok mnie. Sprawę Charlie'ego postanowiłam odroczyć na kilka minut, co wyraźnie nie spodobało się skazanemu. Cały czas się kręcił i próbował uwolnić skrępowane ręce. Jego spojrzenie skakało z jednej twarzy na drugą. Wyglądał jak małe zwierzątko uwięzione w klatce. Zaśmiałam się cicho, po czym klasnęłam w dłonie.
- Dobra. Cicho tam - uciszyłam ludzi. Poczekałam aż ostatnie szepty umilkną i kontynuowałam. - To jest Charlie, właściciel motelu, który niespełna rozumu, próbował mnie zabić. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Właśnie dlatego się tu zebraliśmy. No, Charlie.. - zwróciłam się do kolesia. - Powiedz nam. Czemu zaatakowałeś bezbronną dziewczynkę, którą jestem? - spytałam, zrywając taśmę z jego ust. Szmer niezadowolenia przeszedł przez pokój, kiedy właściciel opuścił głowę. - Gadaj - zażądałam.
- Przez nią - powiedział cicho. To wszystko przez nią. Obiecywała, że będzie przy mnie, że wszystko się ułoży, że weźmie rozwód.. Byłem głupi - chlipnął, a ja poklepałam go po plecach.
- Mów, mów. I tak jest nudno - powiedziałam całkowicie poważnie. Charlie wziął głęboki oddech.
- Poznaliśmy się w liceum. Dla mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia. Piękna, inteligentna, przebiegła.. Nigdy nie spotkałem drugiej takiej kobiety. Niestety, nie udało mi się zrobić nic więcej niż zostanie jej przyjacielem. W ostatniej klasie pokłóciliśmy się bardzo mocno. Kontakt nam się urwał, ona wyjechała i koniec. Myślałem, że tak będzie najlepiej, że więcej się nie spotkamy. Myliłem się. - Charlie zacisnął pięści. - Wróciła. Piękna jak kiedyś, charakterna jaką ją zapamiętałem. Nie wróciła jednak sama. Przyjechał z nią jej mąż. Obrzydliwie bogaty, z dzieckiem z poprzedniego małżeństwa i z drugim, już ich. Chłopczyk-bękart i dziewczynka z prawego łoża, plus dwójka dobranych rodziców. Zazdrościłem temu gnojowi. On miał wszystko czego ja mogłem tylko chcieć. Rodzinę, duży dom, pieniądze, szczęście.. i ją. Niczego nie dałem po sobie poznać, chociaż bardzo cierpiałem. Pogodziliśmy się, udawałem, że wszystko było w porządku. Wróciliśmy do bycia przyjaciółmi. Po kilku latach zdarzyła się tragedia. Jej córka umarła. Nie mogła liczyć na wsparcie męża, który wyjechał w interesach. Przyszła do mnie. Pocieszałem ją jak mogłem. Bolało mnie patrzenie na to, jak bardzo cierpiała. W końcu... W końcu przespała się ze mną. Co najzabawniejsze, powiedziała, że zawsze chciała to zrobić. Nie żałowała. Trwało to jakiś czas i ona nagle zniknęła. Ona, jej syn i mąż. Ona mi zniknęła. Moja ukochana. Obiecała, że zostawi tego bufona i się pobierzemy. Okazało się, że mnie wykorzystywała, kiedy jej męża nie było. Powiedziała mi to w twarz, kiedy po kilku tygodniach wpadłem na nią na ulicy. Wyśmiała mnie. Zaczaiłem się na nią następnego dnia, zaciągnąłem do piwnicy i zastrzeliłem.. - zagryzł wargę aż do krwi, która leniwie spłynęła po jego brodzie i skapnęła na błękitną koszulę. niewidocznym ruchem wyłączyłam magnetofon i znów poklepałam pocieszająco Charlie'ego po plecach. - Przepraszam za ten atak. To się nie powtórzy. Mogłabyś mnie rozwiązać? - poprosił. Pokiwałam głową.
- A ja nadal jestem bardzo ciekawy czemu Nervil nam pomaga - wtrącił Natay. Przewróciłam oczami. A ten znowu swoje. "Ciekaw tego, ciekaw tamtego" Czego on, do cholery, ciekawy nie był? Nervil spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam głową. Niech wyjaśni to raz a dobrze, bo żyć mi ludzie nie dadzą.
-Od dzieciństwa chciałem być wolny od wszystkiego co mogłoby mnie zatrzymać - westchnął. - Dorastałem w dobrej rodzinie. Nic nie wskazywało na to, żeby kiedykolwiek miało się wydarzyć coś złego. Miałem starszą siostrę, którą bardzo kochałem. Szanowałem rodziców, byłem miły dla innych ludzi, bo tak wypadało. Spokojnie żyłem sobie jak normalne dziecko. Problemy zaczęły się na początku gimnazjum. Dorastanie, hormony.. Wszystko w nas, chłopakach, buzowało. Pierwsze papierosy, alkohol, bójki, wagary.. Wtedy też doszedł do władzy dowódca rosyjskich sił obronnych. Zgadał się z USA i kilkoma innymi państwami i zaczęli podbój wszystkiego. Dosłownie podbili cały świat. Podzielili go względem stref oświetlenia.. To chore, ale prawdziwe. Ojciec chciał, żeby wstąpił do Akademii Policyjnej.. Kiedyś policja nie była taka jak teraz. Nie mogła wymierzać sprawiedliwości, nie można było trafić do więzienia z rąk jakiegokolwiek policjanta.. Nie było miast otoczonych murami i strzeżonych całą dobę siedem dni w tygodniu - zacisnął pięści, uspokajając się głębokim wdechem. - Żeby nie sprawić zawodu rodzinie, poszedłem po Akademii. Nie chciałem tego. Chciałem być wolny, ale było to niewykonalne. Jeden fałszywy ruch i zostałbym uznany za zdrajcę. Trzymałem się wzorców. i wytycznych, byłem normalny. Z nikim nie rozmawiałem o tym co myślę, a myślałem dużo. O wszystkich. O wszystkim. Chciałem zmienić politykę, świat. Oni go zniszczyli. Pamiętam czasy, kiedy można było prawie wszystko, nikt nie wnikał w życie prywatne innych, póki było względnie normalne. Nie wytrzymywałem. Moja psychika zaczęła siadać, utarte zdania tłukły mi się po głowie. Wtedy poznałem ją - zwrócił się ku Layli. - Mówiła wszystko co przyszło jej na myśl. Nie bała się wyrażania swoich opinii. Nie bała się więzienia. Było jej obojętne co z nią się stanie. Chciała tylko mówić. Nienawidziła ciszy. Podziwiałem ją, a potem pokochałem. Urodziła mi wspaniałego syna, została wspaniałą żoną i matką.. A ja dalej chciałem zmienić świat. Pamiętam te gorący, letni dzień. Ciemne chmury nadchodziły ze wschodu. Jechaliśmy do mieszkania syna jakiegoś polityka. Wbiliśmy z buta przez drzwi. Smith jak zwykle wrzeszczał, żeby wychodzili z podniesionymi rękami. Po chwili usłyszeliśmy kroki dochodzące z wnętrza mieszkania. Moi koledzy odpierali pierwsze natarcia dziennikarzy. Tylko im nie mogliśmy nic zrobić. Mimo, że byli normalnymi ludźmi, chroniło ich prawo. Wracając do sprawy wezwania.. Zza rogu wyszła mała, brązowowłosa dziewczynka. Przeraźliwie chuda. Wszyscy zwrócili uwagę na plamy krwi. Myślałem, że jest ranna, ale wtedy ona wypuściła z ręki nóż. W tym momencie była już na celowniku wszystkich policjantów. Spokojnie odpowiadała na pytania. Przyznała się do zabicia brata i dobrowolnie dała się zakuć w kajdanki. Szkoda mi jej było. Poprosiłem o chusteczki i trochę ją wytarłem. Wzięliśmy ją do samochodu i pojechaliśmy do Akademii Policyjnej. Spytaliśmy czy nie byłoby szans dla małej. Zgodzili się dać jej szansę na normalne życie.. - zamyślił się i prychnął. - Normalne życie.. Zamknięcie ust każdemu, kto odstaje od reszty, selekcjonowanie ludzi na tych, którzy nadają się do życia i tych, którzy umieszczani są w Numerach.. Mogła żyć skazując takich jak ona, ale nie udało się jej nakłonić do współpracy. W Akademii miał miejsce test umiejętności, jak zwykle na koniec półrocza. Lucy zdała go jako jedna z nielicznych. Dzieciaki nie lubiły jej już wcześniej, ale po teście zmieniło się to w czystą nienawiść. Którejś nocy jakiś chłopak wszedł do jej pokoju. Chciał ją udusić, ale kiedy nachylił się nad nią ze sznurem, ona wyciągnęła scyzoryk i wbiła go w szyję chłopaka. Jej współlokatorki narobiły hałasu. Lucy przyznała się do wszystkiego. Zabrali ją do punktu "startowego" Numeru 1. Ubrana w za duży, pomarańczowy kombinezon z karabinem w rączce.. Odprowadziłem ją pod same drzwi i objaśniłem jej wszystko jeszcze raz, na spokojnie. Wtedy na mnie spojrzała. Spojrzała mi w oczy i powiedziała, że w ten sposób nigdy nie będę wolny, i że szybciej zgniję pod ziemią niż cokolwiek zrobię. Powiedziała mi to jedenastoletnia dziewczynka. Wtedy zdałem sobie sprawę, że tego właśnie chciała. Chciała wolności, której jak na ironię, nie doświadczyłaby za murami. W Numerze 1 nie było cenzorów, straży patrolujących ulice, podsłuchów, kamer.. Wtedy też przypomniałem sobie swoje marzenie. Zastanawiałem się tylko jak miałem je spełnić skoro w domu czekała na mnie żona z dzieckiem. Nie chciałem ich narażać, więc poddałem się od razu. Kiedyś, kiedy wróciłem do domu z dziennej zmiany, opowiedziałem Layli historię Lucy. Moja żona zechciała ją poznać, więc zorganizowałem jej widzenie. Luza miała wtedy 14 lat, własny gang.. Rozmawiając z Laylą zadawała dużo pytań, na które moja żona nie potrafiła odpowiedzieć. Wszystko wróciłoby do normy, gdyby nie to, że mój syn też zechciał ją poznać. Oboje, i Layla i on, polubili Luzę. Zresztą ja też. Wtedy zdradziła mi swój plan ucieczki i zabicia macochy. Spytałem ją czemu chce to zrobić. Odpowiedziała, że chciałaby zmienić cały świat, ale na razie tylko Stella była w jej zasięgu. Powiedziałem, że pomogę jej uciec. Bez zastanowienia zgodziłem się jej pomóc, pod warunkiem, że nauczy mnie sprzeciwiać się całemu światu. Layla nie była na mnie zła, popierała moją decyzję, Trevor tak samo. Od tamtej pory rozpoczęły się przygotowania. Ojciec Luzy trochę skomplikował sprawę, ale ostatecznie i tak wyszło na nasze. Stella wiedziała, że Lucy już nie istnieje, więc chciała zabić coś co z Lucy pozostało. Chyba czuła, że Luza długo nie wytrzyma i przyjdzie po nią. - Nervil uśmiechnął się. Dostarczyłem wam informacji o zmianie warty, położeniu vanów, kody dostępu i sypnąłem trochę ciekawostkami o Stelli. Nie jestem na bezużyteczny jak myślicie.
- Nikt nie jest bezużyteczny - warknęłam, patrząc w okno. - każdy jest przydatny, choćby dlatego, że jest, że żyje, i że nie dał się zabić - westchnęłam, wstając. Minęła północ. Podwędziłam fajki właścicielowi motelu i wyszłam na podwórko. Rozejrzałam się i skoczyłam wyciągając ręce w górę. Wspięłam się na dach, usiadłam i zapaliłam papierosa. Tak jak myślałam. O wiele lepsze niż w Numerze 1. Zaciągnęłam się i wydmuchnęłam dym w stronę księżyca. Usłyszałam kroki.
- Co ty tu robisz, tak sama? - spytał Trevor. Usiadł obok i spojrzał w niebo.
- Świętuję - odpowiedziałam niechętnie. Spojrzał na mnie zdziwiony. - Świętuję szóstą rocznicę zabicia Mata. 15 czerwca to właśnie dzień mojego wyzwolenia z rąk tego gwałciciela.. - zaciągnęłam się. Spojrzałam na księżyc i uśmiechnęłam się lekko wydmuchując dym z płuc. - I moje urodziny.
***
Kill them all zaliczone.
Następnym co napiszę, będzie EnAli, ff z Magi : Kingdom of magic.
Wreszcie to skończyłam, jestem z siebie dumna. :"D