sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 9, czyli planowanie czas zacząć.

wreszcie zabrałam się za ten nieszczęsny rozdział.
napisałam go podczas pierwszego dnia pobytu w szpitalu. xDD

***

  -No dobra ludzie! Spokój! - zawołała Can, kiedy wszyscy zebraliśmy się tydzień później. Ona, ja i Natay staliśmy na środku naszej bazy, a na około nas panował chaos jaki trudno było wyrazić słowami. Pod moją nieobecność do gangu dołączyło około dwudziestu pięciu ludzi, a tym trzech dziewiętnastolatków i dwie dwudziestopięciolatki.
  -Zamknąć ryje wy pokurwione przyjeby! - ryknęłam wskakując z hukiem na stół. Zapanowała cisza. Uśmiechnęłam się szeroko i wskazałam na towarzyszącego mi, nowego chłopaka. - Jakiś tydzień temu dołączył do nas Jake. jest spoko gościem, ale ma nierówno pod sufitem, więc pasuje do nas jak ulał. Nie gnoić mi go, bo to cipa i się zaraz popłacze. Nie radzę też go denerwować, bo chyba jest niebezpieczny - zawahałam się i spojrzałam na Jake'a. - Jesteś? W sensie, że niebezpieczny - gwałtownie zaprzeczył, więc uśmiechnęłam się szeroko. - Czyli jest. To mniej więcej tyle co do ogłoszeń parafialnych. Teraz czas na sprawy ważne i ważniejsze. Natay - zaprosiłam chłopaka do siebie gestem ręki. Usiadłam na stole, robiąc mu miejsce.
  -Na początek zaznaczam, że wszystko wymyśliła Luza i zmusiła mnie do wygłoszenia tej cholernej przemowy. Żale i skargi kierować do naszej sekretarki na piśmie - wskazał na mnie. Pokazałam mu ukradkiem środkowy palec, ale on kontynuował niezmordowanie. - To tak. Nasz kochany kapitan chce uciec z Nr.1. Tak Luziu, jesteś facetem. Uciekamy całą grupą oczywiście. Nie żeby coś. Spidalamy stąd wszyscy razem. I tu zaczyna się problem. Większą grupą będzie ciężej. Przy standardowej ucieczce złapaliby co najmniej połowę z obecnych. Ale! Po pierwsze, to nie żaden inny gang, tylko nasz, najlepszy i najgroźniejszy w całym Nr.1. Po drugie jesteśmy tu ja, Black Candy i oczywiście Luza. Po trzecie, mamy wtyki w dowództwie i straży, a po czwarte... Luza ma ukryty, prywatny motyw i nie zrezygnuje z niego, choćby miało się palić i walić.
  -W skrócie... - powiedział ktoś z tyłu. - Zwiewamy stąd?
  -Dokładnie - potwierdziłam, a wtedy podniosła się wrzawa. Przygryzłam wargę, żeby nie wrzasnąć, jednak jeszcze chwila wystarczyła, żebym pękła. Otworzyłam usta i w tej samej sekundzie zrobiło się cicho. Nie wydawszy z siebie żadnego dźwięku, uśmiechnęłam się szeroko.
  -Całym planem i dyskusją zajmiemy się ja, Can, Luza i kilkoro z was, których wybierzemy poprzez naszą grę - objaśnił Natay spokojnie. Can pokiwała głową, zajmując miejsce na stole obok mnie. Starsi członkowie gangu mruczeli między sobą zadowoleni, a ci nowi rozglądali się niespokojnie. Rozumiałam ich. Gra w Nr.1 nie oznacza niczego dobrego.
  -Na... Na czym będzie polegać ta ... rozgrywka? - spytał rudy nowicjusz. Prychnęłam słysząc ostatnie słowo.
  -Nie trzęś dupą. Nikt nie zginie, nikt nie ucierpi ani nic z tych rzeczy... Chyba - zaśmiałam się szczerze. - Musicie polegać na swoim sprycie. Ja idę wszystko przygotować, a wy czekajcie. Can i Nat powiedzą wam co macie robić. Adios kicie! - zawołałam odbiegając do pokoju obok. Nasza baza mieściła się w starym, ogromnym barze. Głównej sali nie tknęliśmy, bo była zbyt fajna na przeróbki, ale trzy boczne pomieszczenia przerobiliśmy na pokój tajnych spotkań i dwa magazyny. Do tegoż właśnie tajnego pokoju się kierowałam. Na stole stało już sześć szklanek ustawionych w jednej linii. Pierwsze trzy napełniłam zielonkawą wodą, a resztę zostawiłam w spokoju. Obok położyłam kartki, które ukradłam z Zachodniego Skrzydła. Na każdej narysowałam dziewięć kropek, które układały się w kwadrat z jedną kropką na środku.
  -Gotowe! - wrzasnęłam. Usłyszałam kotłujących się pod drzwiami ludzi.
  -Wpuszczać pierwszego? - spytał Natay, wtykając łepetynę przez szparę między drzwiami a futryną. Kiwnęłam głową, a po chwili pierwszy delikwent siedział już naprzeciwko mnie.
  -Siadaj - wskazałam krzesło po drugiej stronie stołu. - Nie kojarzę cię. Jesteś nowy? - chłopak skinął śmiało głową. - Jak myślisz? Podołasz temu jakże trudnemu zadaniu? - wskazałam rozstawione przed sobą rekwizyty.
  -Ja nie dam rady? - zaśmiał się. Spojrzałam na niego kpiąco, po czym przesunęłam palcem nad szklankami.
  -Musisz zrobić tak, żeby szklanki były ustawione naprzemiennie, jedna pusta, druga pełna. Możesz poruszyć tylko jedną szklankę - założyłam ręce na piersiach i patrzyłam rozbawiona jak rudzielec męczy się z zadaniem. Po półtorej godzinie dowiedziałam się, że ze wszystkich moich czterdziestu ludzi tylko czwórka nie jest bezmyślną maszyną do życia. Wyszłam z pokoju z ową czwórką i stanęłam na stole. - Cały patent ze szklankami polega na przelaniu wody ze drugiego naczynia od prawej strony do drugiego naczynia od lewej strony. A kropki wystarczyło połączyć czymś na wzór łuku wychodząc poza ten narysowany kwadrat. - wytłumaczyłam pokazując całą 'magię' dwóch sztuczek.
  -I to jest ten cały 'test'? Też mi coś - prychnął jakiś koleś stojący za mną. Odwróciłam się gwałtownie. - Co? Coś nie pasuje, generale? - żachnął się, wyginając usta w obleśnym uśmiechu. Odwzajemniłam ten gest lekkim uśmiechem i zeskoczyłam ze stołu. Powoli, powolutku podeszłam do tego oblecha, a ten oblizał lubieżnie wargi. Kpiący wzrok faceta zgasł, kiedy moja dłoń ścisnęła jego gardło.
  -Jeszcze raz zrób taką minę, a wyryję ci ją rozżarzonym nożem na dupie - wycedziłam, mocniej zaciskając palce na miękkim gardle.
  - Przepraszam za niego. Proszę, puść - powiedziała jedna z nowych dziewczyn, tych co dopiero dołączyły. Spojrzałam na nią z byka, ale spełniłam jej prośbę, odpychając faceta jak najmocniej.
  -Więc... Wiecie już, że to właśnie ta czwórka zdała test - powiedziałam bez cienia uśmiechu, wskazując ludzi stojących za mną. - To oni będą pomagać nam układać plan ucieczki i go realizować. Przy okazji mianuję ich kapitanami oddziałów I, II, III i specjalnego.
  -Ale jak to? To nie ty byłaś kapitanem? - syknął Jake. Siłą powstrzymałam się od wbicia mu łokcia w brzuch.
  -Ja jestem dowódcą, Natay i Candy są moimi pomocnikami, a oni kapitanami. Tak wyszło i tak będzie. Koniec kropka i zamknij ryj - warknęłam. - A teraz! - zawołałam. - Robimy test sprawnościowy. Tor z przeszkodami. Przy wyjściu każdy dostanie kartkę z trasą. Musicie ją przebyć w jak najkrótszym czasie. Wtedy zobaczymy co i jak. A teraz wypierdalać! - zawołałam. Ludzie powoli przesuwali się ku drzwiom, by za nimi puścić się biegiem każdy w swoją stronę. Kiedy w pokoju zostało tylko siedem osób najwyższych rangą, dałam upust swojej wściekłości. Podniosłam stół i z dzikim wrzaskiem rzuciłam nim w ścianę.
  - Spokojnie Luza. Tylko spokojnie - zaczęła Can.
  - Wkurwiłam się! - wrzasnęłam całą mocą nagromadzoną w płucach. Odetchnęłam kilka razy głęboko i względnie spokojna przytachałam stół z powrotem. Wskazałam dłonią, żeby każdy zajął miejsce przy okrągłym stoliku i sama opadłam na krzesło.
  -Więc - zaczęłam, a wszyscy automatycznie zamienili się w słuch. Oprócz Nataya, który molestował moje włosy, ale byłam do tego przyzwyczajona. - Zacznijmy od tego, że Liz i Rich będą pod dowództwem Can, a Drow i Hader pod Natay'a.
  -Czemu akurat tak? - spytała nieśmiało Can.
  - Jak to czemu? Ktoś musi przecież ogarnąć psychozę Nataya i dodać tobie trochę szaleństwa - wszyscy spojrzeli na mnie zszokowani. Nawet Natay, który nie przestawał gnieść moich włosów. Przez chwilę wszyscy patrzyliśmy na siebie w milczeniu, ale ja nadal nie mogłam wyłapać tego niemego pytania, które oni do mnie kierowali. Po chwili jednak zrozumiałam o co chodziło.
  -Tak, tylko dlatego was tak przydzieliłam. macie po prostu ogarniać siebie nawzajem - uśmiechnęłam się. Plan doskonały. - Przechodzimy dalej. Pierwsze piętnaście osób, które tu przybiegnie, będzie w specjalu prowadzonym przez Richa. Następne dwanaście osób będzie w I drużynie Liz. Kolejna dziesiątka to Dwójka pod komendą Hadera, a reszta to Trójka Drowa. Zrozumiano? - wyszczerzyłam się jak debil do kwiatka.
  -Czemu jest takie rozstawienie osób? - spytała Liz, zabierając głos jako pierwsza spośród nowicjuszy. Zaklaskałam na jej cześć.
  -Nareszcie sensowne pytanie - westchnęłam. - Otóż ci, którzy radzą sobie najlepiej, nie będą wchodzić sobie w drogę, więc jest ich najwięcej. Im gorzej idzie kolejnym grupom, tym mniej w nich osób. Wszystko może się zmienić po treningu. Będziemy przenosić ludzi pod koniec wyznaczonego na ćwiczenia czasu.
  -Koniec siedzenia. Czas wracać do roboty - Can szturchnęła mnie w ramię wskazując drzwi. Pierwsze osoby właśnie dotarły i zakwalifikowały się tym samym do specjalnej grupy.
  Przez cały pieprzony dzień siedzieliśmy nad głupim zapisywaniu drużyn i ich członków, bo ktoś co raz mylił się w pisowni swojej ksywki albo w kolejności, w której przybiegł do bazy. W końcu, po ogarnięciu wszystkiego, ludzie rozeszli się do domów. Ustaliliśmy, że zamieszkają grupami, tak jak ich przydzielono po biegu. Ja, Can i Natay mieliśmy zamieszkać razem jako dowództwo, ale...
  -Co to to nie! - zaprzeczyła gwałtownie Can. - Ja nie mam zamiaru spać z wami pod jednym dachem i wysłuchiwać jak o Bóg wie której godzinie będziecie się pieprzyć. Won! - powiedziała, zatrzaskując drzwi przed naszymi nosami. Spojrzałam na Natay'a, Natay spojrzał na mnie i zaczęlismy się śmiać. W wesołych humorach wróciliśmy do domu i po szybkiej kolacji, położyliśmy się spać.
  -Pobudka! - wrzasnęłam wskakując Natay'owi na łóżko i przygniatając go sobą. Chłopak poderwał się do góry przerażony, ale widząc mnie, tylko się roześmiał.
  -Dzień dobry, kochanie - szepnął całując mnie w usta. Spiekłam buraka i wybiegłam z pokoju pod pretekstem parcia na pęcherz. O 10.00 oboje byliśmy gotowi do pierwszego zebrania dotyczącego ucieczki z Nr.1, z twierdzy, z której nie powinno się mieć szansy uciec. Nie na darmo przesiedziałam ostatni tydzień zawalona papierami zapisanymi z obu stron, od góry do dołu. Analizowałam, zdobywałam informacje i oceniałam. Jedną z najciekawszych informacji dostałam od swojego zaufanego informatora. Dotyczyła ona strażników czterech głównych bram wyjazdowych. Za półtora miesiąca rekruci szkolący się na strażników będą pilnowali bramy w Północnym Skrzydle. Za dwa i pół miesiąca tak samo będzie we Wschodnim Skrzydle. Miesiąc po tym taka sama sytuacja będzie miała miejsce w Południowym Skrzydle. Na szarym końcu było Zachodnie Skrzydło. Tutaj rekruci będą dopiero za cztery i pół miesiąca.
  Wspólnie postanowiliśmy zaatakować Północną Bramę. O ile nie będziemy działali podręcznikowo, powinno nam się udać. Nie mogę tego spieprzyć. Muszę jeszcze paru osobom wpakować kulkę w łeb zanim umrę. Niecodziennie dostaje się szansę na ucieczkę z najbardziej strzeżonego miejsca na świecie.

***

skończyłam.
jestem dumna.
zdążyłam to napisać w jeden dzień.
heheherehe.
dość nołlajfienia na dziś.
idę grać w kosza.
miłego. ♥